Jedną z tych drobnych, irytujących mnie rzeczy, są zapięcia od bransoletek. One uwielbiają się eksponować i nie bardzo chcą słuchać uprzejmych próśb o trzymanie się w mniej widocznych miejscach. W efekcie, zamiast cieszyć się ich urodą, ciągle poprawiam ich ułożenie. Tak więc, kiedy zobaczyłam drut pamięciowy, wiedziałam, że będzie to jakieś rozwiązanie moich zapięciowych problemów.
Druty pamięciowe przy niezbyt brutalnym traktowaniu wracają do swojego kształtu - okręgu. Taki drut wsunęłam do środka sznura szydełkowego. Zakończenia wykonałam sama z jeszcze mniejszych koralików (tego samego koloru) ściegiem peyote. Koraliki 15o to półtora milimetrowe drobinki, a praca z nimi jest dla mnie miłym wyzwaniem ;)
Sznur szydełkowy ma 54 cm długości w linii prostej. Zwija się w potrójną bransoletkę o średnicy 5,5 cm, która łagodnie dopasowuję się do nadgarstka. Jeśli jednak ktoś wolałby bransoletki luźniej oplatające nadgarstek, myślę, że nie byłoby problemu z jej delikatnym rozciągnięciem.
Wykorzystane w niej koraliki (Toho 11o, Higher-Metallic, Purple-Green Iris) są jednymi z moich ulubionych. Mocno opalizują i stanowią mieszankę kilku odcieni zieleni i fioletu.



Brak komentarzy :
Prześlij komentarz